Tacy sami

15:29

Może pamiętacie, jak będąc dzieckiem zaczęliście zazdrościć kolegom i koleżankom "lepszych rzeczy"? Bo ten miał ładniejszy samochodzik, a tamta śliczną bluzkę. On ma lepszą pracę, ona piękniejszy dom. Ktoś ma lepiej, a Ty masz gorzej... 

Problem stwarzamy sobie sami. Widocznie ludzie już tak zostali zaprogramowani, żeby te problemy robić jak przysłowiową zupę na gwoździu. Mielibyśmy o wiele mniej zmartwień, gdyby patrzenie na innych, nie odbywało się przez własny pryzmat. Bo zamiast cieszyć się z czyjegoś sukcesu, częściej zazdrościmy. Zamiast skomplementować, hejtujemy. I to wszystko tylko dlatego, że nie potrafimy dostrzec piękna w sobie.

To co najbardziej zapadło mi w pamięci z przeczytanych w liceum lektur, to sufit-podłoga. Dla jednych coś jest szczytem marzeń w momencie, kiedy dla innych to zwykła codzienność. Sztuką staje się cieszenie z tego co się ma. Sztuką też można nazwać zaakceptowanie rzeczy, na które nie ma się większego wpływu. Załóżmy, że mamy "brzydkie kolana".

Nasze kolana wcale nie były brzydkie od początku. W sumie nawet je lubiliśmy, akceptowaliśmy i po prostu nie zwracaliśmy na nie uwagi. Kolana jak kolana. Ale pewnego dnia ktoś nas wyśmiał. A dokładniej właśnie te kolana, że podobno są koślawe, brzydkie, cudaczne. Zaskakującym faktem jest to, że zamiast ufać własnemu osądowi, bardzo często przyjmujemy opinię innych i traktujemy ją jak oczywistą prawdę, choć przecież ktoś może być w błędzie. Może powiedział, że mamy brzydkie kolana, bo nic innego nie przyszło mu do głowy. Taka błaha sprawa, a w naszej podświadomości zasiany został komunikat, że "mamy brzydkie kolana, są koślawe i wszyscy mogą się z nich śmiać. Jestem gorszy od innych, bo wyglądam inaczej. To jak wyglądam, nie podoba się innym, więc nie mogę pokazywać nóg. Nie chcę, żeby się ze mnie śmiali."

Przez to jedno wydarzenie z dzieciństwa, przestaliśmy lubić nasze kolana. Stały się naszym kompleksem.

Gdyby jednak ktoś powiedział nam, że tak naprawdę w życiu piękniejszych kolan nie widział, popatrzylibyśmy na nie przez pryzmat jego opinii i nawet bardziej je pokochali.

Halo. A co stało się z naszym zdaniem. Z tym co myślimy sami o sobie? Dlaczego ciężko nam powiedzieć co w sobie lubimy, a z taką łatwością przychodzi nam krytykowanie swoich niedoskonałości? Myślicie, że z kompleksami się rodzimy? Wygląda na to, że część z naszych kompleksów, tak naprawdę nie jest nasza. To komuś nie spodobała się część nas. Komuś przeszkadza nasz nos, ilość piegów czy kolor skóry. To nie my mieliśmy z tym problem, tylko KTOŚ.

Ktosiowi nie warto wierzyć. Jedyną opinią od której powinniśmy zaczynać, jest nasza własna. KAŻDY ma inny gust. Podobają się nam inne rzeczy. Dlatego niemożliwym jest wpasowanie się w kanony, które przecież ustalane są przez ludzi z WŁASNYM gustem. 

I zamiast zazdrościć innym, skupmy się na tym co mamy, co jest w naszym zasięgu. Doceńmy rzeczy, na które zazwyczaj nie zwracamy uwagi. Prawmy sobie komplementy. Zamiast wytykać wady, zwracajmy uwagę na zalety. 


:)

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Dużo w tym racji. I szkoda, że tyle zawiści dookoła, byłoby prościej bez ;/

    OdpowiedzUsuń
  2. No racja, dopóki ktoś nie zwróci (negatywnej) uwagi na jakąś część nas, to zazwyczaj postrzegamy ją jako normalną, a nawet czasem lubimy. Dobrze, że słowo ma też pozytywną moc ;) Miłego poniedziałku!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...