Mój wegetarianizm- czesc pierwsza

13:28

Jeszcze na pierwszym roku studiów, kiedy usłyszałam, że moja koleżanka jest wegetarianką, uważałam to za fanaberię i modę. Bo jak można NIE JEŚĆ MIĘSA? Przecież jem je odkąd przyszłam na świat ( a raczej odkąd zaczęłam przeżuwać), wszyscy w mojej rodzinie je jedzą, nikt nie choruje, jest smaczne, ogólnodostępne. Po prostu JEST. Więc skoro było, myślałam, że będzie.

Jednak im więcej książek o odżywianiu czytałam i im więcej filmów obejrzałam, zaczęło mnie zastanawiać, dlaczego tyle ludzi decyduje się na dietę bezmięsną? Muszą mieć jakiś powód, dla którego tak diametralnie zmieniają swoje życie. A tych jest wiele. Od ideologii, kwestii religijnych, przez wpływ jedzenia mięsa na problemy związane ze środowiskiem, a szczególnie ze zdrowiem. Nie będę zaprzeczać, że jednym z głównych powodów podjęcia przeze mnie próby wykluczenia mięsa z diety, było zdrowie i sprzeciw wobec tego, w jaki sposób traktuje się zwierzęta. Dodam tylko, że większość źródeł, do których miałam dostęp, dotyczyła Stanów Zjednoczonych, gdzie produkcja i technologia różnią się od tych w Polsce. Nie zmienia to jednak faktu, że i w Polsce masowo produkuje się mięso.


A skoro produkcja jest masowa… Kiedy zapytasz dziecko skąd bierze się mięso, odpowie, że ze sklepu. A kiedy Ty pomyślisz o tym skąd bierze się mięso, co przychodzi Ci do głowy? Najprostszy przykład. W dużych hipermarketach, mięso pochodzi głównie od jednej firmy. Ilość tych sklepów w samej Polsce jest bardzo duża. Dostawy są codziennie. Codziennie uzupełniają towar, łącznie z mięsem. ILOŚĆ wyklucza jakość, o tym wiedzieli już dawno. Więc pomyśl, co muszą robić dostawcy, żeby codziennie zaopatrywać hipermarkety w mięso? Nie chcę znać odpowiedzi, bo na samą myśl przechodzą mnie ciarki. Kurczaki rosną w zastraszającym tempie, żeby w kilka tygodni po wykluciu, trafić jako dorodna kura do pudełek. Do paszy dodawane są środki powodujące szybki przyrost masy. Zwierzęta trzymane są w ciasnych klatkach, często chorują. Wymieniać można bardzo długo.

Oczywiście, nie musi martwić Cię to, w jaki sposób traktowane są zwierzęta przeznaczone na ubój. Ale myślę, że wpływ takiego mięsa na Twój organizm ma już znaczenie. Żaden producent nie powie Ci jakim sekretnym składnikiem karmi zwierzęta, że tak szybko rosną. Cały syf, który jest im podawany, trafia później do Twojego brzucha. Różne antybiotyki, chemiczny koktajl. Więc jeżeli nadal będziesz twierdzić, że to, co robią ze zwierzętami nie ma na Ciebie żadnego wpływu, zastanów się choć dwa razy.

Po kilku miesiącach bezmięsnej diety, zaczęłam włączać posiłki mięsne. Ale tym razem, są one z pewnego źródła. Znajomi rodziców mają małą hodowlę, od czasu do czasu zabijają jakieś zwierzę. JEDNO. Które rośnie w naturalnym tempie, jest karmione bez dodatków chemii i żyje w dogodnych warunkach. Mimo to, mięso gości u mnie bardzo rzadko, głównie kiedy jestem u rodziców. Kto spróbował kuchni wegetariańskiej ten wie, że jest ona w stanie zaspokoić wymagania najbardziej wybrednych. 

O tym jak moja decyzja została przyjęta w gronie najbliższych, czy miałam problemy z niedoborami witamin i co jadłam, napiszę w kolejnym poście.

You Might Also Like

7 komentarze

  1. Jakie wege książki lub blogi polecasz? Dla mnie kuchnia wege przepełniona jest weglewodanami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Napiszę o tym w osobnym poście. Wszystko zależy od sposobu komponowania posiłków, nieumiejętne, zarówno w mięsnej, jak i w bezmięsnej diecie może prowadzić do zaburzeń w rozkładzie B/W/T ;)

      Usuń
  2. bardzo ciekawy post i już nie mogę doczekać się kolejnego - m.in. co jadłaś :) ja też coraz częściej zastawiam się nad "dietą", a raczej stylem życia bez mięsa w jadłospisie. zdecydowanie ze względu na cierpienie zwierząt, ich warunki życiowe no i...jak można jeść ZWIERZE ?! które myśli, czuje, żyje...niby one po to są, żeby je JEŚĆ, jednak bez przesady. ktoś może powiedzieć, że u nas jemy świnki, a w Chinach jedzą psy - jednak jest to dla mnie mało przekonujące. jest wiele dokumentów pokazujących życie zwierząt przeznaczonych do...no wiadomo. ja od dłuższego czasu staram się jeść mięso "tylko" na obiad. śniadania i kolacje - o ile jem, staram się, aby były bezmięsne. niby nic, ale zawsze coś :> pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde zmiany są dobre, nawet te małe :) Wiem o co Ci chodzi. Dopóki nie zaczynasz zgłębiać jakiejś kwestii, nie zdajesz sobie sprawy jak dużym może być problemem. Dla nas pies jest towarzyszem, w Chinach daniem głównych. Dla nas kura jest składnikiem niedzielnego obiadu, a dla kogoś w innej części świata może być przyjacielem. Równanie jak dla mnie jest proste ;) Pozdrawiam!

      Usuń
  3. Zainteresował mnie ten post. Osobiście nie wyobrażam sobie życia bez mięsa ale myślę, że jest to kwestia przyzwyczajenia. Nie uważam wegetarianizmu za coś złego. Po prostu wiem, że nie potrafiłabym na nim długo wytrwać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do większości rzeczy można się przyzwyczaić, niejedzenie mięsa to nie wyjątek, masz rację :) Na początku też myślałam tak jak Ty, ale czas trochę zweryfikował moje twarde postanowienia ;P

      Usuń
  4. No ja czekam z utęsknieniem. Bo chcę ograniczyć mięso, ale nie chcę rezygnować z wyznaczonego do mojej masy białka :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...