Mieszkam obok korpo.

11:37

"Nie było wątpliwości. To musiało nastąpić prędzej, czy później. Ekspres do kawy szlag trafił. I to akurat wtedy, kiedy kofeina była mi najbardziej potrzebna. No nic, trzeba będzie poudawać hipstera i jakoś przemknąć niezauważonym do pracy z kubkiem Starbucksa. Nie wiem, dlaczego picie w tej kawiarni jest kojarzone z ludźmi w golfach, nerdowskich okularach i tatuażem na lewym nadgarstku. No nic. Wytłumaczę szefowi, że tatuażu nie zrobiłam i zrobić nie zamierzam. Przynajmniej nie w miejscu, które zauważyłby bez wysiłku. Zresztą… Pewnie widział już niejeden pośladek. W każdym razie ja pokazywać mu swojego nie zamierzam. A kawę mają dobrą, tak na marginesie.


Mieszkam w kawalerce, za którą płacę tę większą część swojej pensji. Z mini szklarnią kaktusów, zapasem kawy w razie apokalipsy zombie, ciepłymi kapciami dla gości, pomarańczową maszyną do pisania i popielniczką zrobioną z wyjątkowo ładnej butelki po piwie, której używam tylko w wyjątkowo stresowych sytuacjach. I nie myśl, że mieszkam z kotem. Skąd w ogóle taki pomysł?! Przecież nie narzekam na brak towarzystwa. Na ogół. I podoba mi się to życie. I widok z okna, szczególnie wieczorem, bo w ciągu dnia, zza ogrodzenia widać snujące się w ślad za korpo-pracownikami kłęby papierosowego dymu. Tak samo samotne, jak oni. Mieszkam obok korpo, co za ironia! Ale wieczorem robi się przytulnie. Światła miasta działają na mnie kojąco, a jest co koić, uwierzcie.


No i ta kawa. Remedium na wszystkie bóle tego świata. W tym ból dupy, bo jak przystało na najpopularniejszą chorobę naszego społeczeństwa, lubi się panoszyć. Parzę kawę (drip, french press, syfon, kafeterka, tygielek, aeropress, cold brew, wbieraj!) i patrzę jak sączy się do kubka. Nie ma dla mnie nic przyjemniejszego. Zaznaczę tylko, że jestem z tego rodzaju ludzi, u których kawy w szklance nie uświadczysz. Uprzedzam, gdybyś kiedyś chciał wpaść i się ze mną napić.



Pomimo tego kubkowego rygoru, dużo ludzi przychodzi wypić u mnie kawę. Raczej ze mną, ale ze względu na specyfikę mojej pracy, wolę być precyzyjna. Zawsze myślałam, że to ja mam pogmatwane życie. Ale potem spotykam ludzi z pracy i czuję się szczęśliwsza, bo właśnie wtedy uświadamiam sobie, że wcale nie jest tak źle. A co robię dla tak zwanego „livingu”? Usiądź. Opowiem Ci."


A opowieść tę usłyszysz za jakiś czas. Nie mogę zdradzać wszystkiego od razu. Na początek tyle Ci wystarczy :)

You Might Also Like

1 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...