Mysle, ze powinnismy sie rozstac.

12:07

Im dłuższa relacja, tym trudniej powiedzieć "żegnaj". Rozstania tak już mają i nigdy nie są przyjemne, nie ważne co na ten temat przeczytasz w sieci czy w gazetach. Mój 'związek' trwał ponad DZIESIĘĆ LAT. Mimo długiego stażu próżno szukać w tym pozytywnych wspomnień. 


Chciałabym powiedzieć, że jestem tą osobą, która widząc swoje odbicie w lustrze, nie ma sobie nic do zarzucenia. Ale jak większość (niestety), jestem w stanie na poczekaniu wymienić milion rzeczy, których w sobie nie lubię. Co gorsza, mam pełną świadomość tego, że ideał nie istnieje, każda jest wyjątkowa i piękna, o czym pragnę przekonać każdą z Was, czytającą mojego bloga. Szewc bez butów chodzi, prawda...? 

Przez ostatnie miesiące ciężko pracowałam nad swoją sylwetką. Treningi, dieta, pilnowanie pór posiłków, odpowiednia ilość wody, witaminy, książkowa ilość snu, rozciąganie, pielęgnacja, odpoczynek. Robiłam postępy w bieganiu, zwiększałam ciężar na treningach, nauczyłam się wielu nowych przepisów. Cieszyłam się tym co robię i naprawdę widziałam efekty. Postanowiłam wejść na wagę, żeby potwierdzić moje przekonania. Myślałam, że się zepsuła, albo że ważę się w złym miejscu, bo nie pokazała ani grama mniej. Dodała mi ponad kilogram, a ja ślepo zaufałam cyfrom i się załamałam. Bo cały wysiłek na marne, bo nigdy mi się nie uda, bo nadal ważę tyle ile ważyłam zaczynając, bo jestem beznadziejna, brzydka i gruba. To było kilka sekund na wadze przeciw kilku tygodniom dobrej zabawy i dbania o swoje zdrowie, samopoczucie i sylwetkę. 

Tak w skrócie wyglądało moje życie do momentu, kiedy postanowiłam wyrzucić wagę i nigdy więcej na niej nie stawać. Było super, później się ważyłam, co częściej mnie smuciło, niż zadowalało (a kilkukrotne wchodzenie na wagę w ciągu dnia nie jest normalne...). Ćwiczenia nie były przyjemnością, bo robiłam to tylko po to, żeby kolejnego dnia było mnie mniej. Byłam w stanie nie jeść, albo nie przekraczać 800 kcal z tego samego powodu. Efektem była rosnąca frustracja, którą wyładowywałam jedząc kolejną porcję lodów, czy pizzę. Nigdy nie jest kolorowo, prosto i bez potknięć. Ale numer nie będzie mnie definiował jako gorszej, czy lepszej, bo to nie on decyduje o moim zdrowiu i samopoczuciu. Więc dopóki czuję się dobrze, sport sprawia mi przyjemność, a moje ciało wizualnie zmienia się na lepsze, to nie widzę sensu w mierzeniu swoich osiągnięć cyfrą na wyświetlaczu. 

Ta niezdrowa relacja z wagą niejednokrotnie zawracała mnie do punktu wyjścia. Była obsesją, poza którą nie widziała. Nie kieruj się tym, co Ci pokazuje. Nie traktuj jej jak wyroczni w kwestii Twojego wyglądu i atrakcyjności. Jak zaznaczyłam na wstępie, każda z nas jest wyjątkowa i piękna, i NIE POTRZEBUJESZ WAGI żeby to potwierdzić. 

You Might Also Like

3 komentarze

  1. Bardzo dobry tekst. Zgadzam się w 100% i niestety muszę przyznać, że przechodziłam przez to samo. Decyzja o pożegnaniu była najlepszą jaką w życiu podjęłam ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dokładnie, bardzo fajny i uświadamiający wpis.

    OdpowiedzUsuń
  3. zgadza się, popełniałam ten sam błąd...byłam tak samo załamana, ale postanowiłam mierzyć się, i jest lepiej :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...