O kocie w worku, czyli adopcja zwierzaka ze schroniska.

17:12

Posiadanie zwierzaka, poza tonami miłości i radości, niesie ze sobą również ogromną odpowiedzialność i wiele wyrzeczeń, o czym często zapominamy, decydując się na powiększenie rodziny o czworonożnego przyjaciela. Nieprzemyślane decyzje prowadzą do oddawania takich 'nietrafionych prezentów' na progi schronisk lub co gorsza, wywożenie i porzucanie ich w szczerym polu/lesie/na śmietniku. W schroniskach przebywa o wiele więcej zwierząt, niż te są w stanie pomieścić, dlatego 'nie kupuj, adoptuj' ma tak duże znaczenie. Tylko czy to faktycznie bezpieczna decyzja?


Kilka miesięcy temu podczas przeglądania zwierząt do adopcji, trafiłam na zdjęcie małej-czarnej kulki, która od razu zdobyła moje serce. Decyzja o powiększeniu gromady była dosyć spontaniczna, ale w mieszkaniu zawsze był z nami kot, którego po przeprowadzce nam po prostu brakowało. Szybko skompletowałyśmy wyprawkę (karma dla małych kotków- sucha i mokra, kuweta, łopatki, żwirki, drapak, legowisko, transporter, smycz, zabawki) i tydzień później siedziałyśmy w samochodzie, jadąc po kota 200 km w jedną stronę. Na miejscu okazało się, że wypatrzony przeze mnie kitku przebywał jeszcze na kwarantannie. Przemiła pani przedstawiła nam resztę kawalerów, którzy czekali na nowe domy. Naszą uwagę zwrócił wyjątkowo spokojny, czarny kocurek, który w przeciwieństwie do szalonego brata, leżał zwinięty w kulkę w odosobnieniu. Kwadrans później, po podpisaniu wymaganych papierów i odebraniu książeczki zdrowia, zapakowałyśmy go do transportera i wyruszyłyśmy w drogę powrotną.


I tutaj zaczynają się schody, o których wiele osób zapomina, decydując się na adopcję zwierzaka. Dwumiesięczne kocie wymaga ciągłej uwagi, o czym przekonałam się już w samochodzie, bo przez całe dwie godziny trzymałam malca na rękach i starałam się nie stresować jego ciągłym, rzewnym miauczeniem. Pierwsze zapoznania z nowo-adoptowanym zwierzakiem zazwyczaj są trudne, bo nie do końca wiemy czego się po nim spodziewać, tak samo jak i on nie ufa nam na tyle, żeby dać się oswoić. Pierwsze noce? Nieprzespane. Brykiet (bo takie dostał imię), ważył zaledwie 300 gramów w momencie adopcji, więc ledwie mogłam zmrużyć oko w obawie, że nieświadomie zrobię mu krzywdę. Początki z kuwetą też były trudne, bo zdarzało mu się sikać w różnych miejscach, tylko nie tam. Bardzo ważną rolę odgrywa tutaj obserwacja- nasz przypadek potwierdza, że taka kuwetowa niesubordynacja nie wynika ze zwierzęcej złośliwości, tylko alarmuje o problemach zdrowotnych. Zgłosiłyśmy się do weterynarza na kontrolę, pierwszą z ośmiu kolejnych. Jak się okazało, kot wcale nie był spokojny z charakteru, tylko przez chorobę jelit, której nabawił się jeszcze w schronisku oraz zapalenie pęcherza. Odrobaczanie, antybiotyki, zastrzyki, kontrola kału, badania, diagnoza, kolejne wizyty, kolejne leki i ciągły stres, bo nie ma nic gorszego niż niewiedza. Po wszystkich przejściach i kolejnych nieprzespanych nocach, udało nam się wyleczyć Bryksa i ustawić go na jednej karmie, która nie powodowała alergii pokarmowych.



Razem z chorobą minęła nieśmiałość i spokój, jakimi Brykiet wykazywał się na początku. Ze smutnego kota stał się szalonym wulkanem energii, który bardzo ciężko było ogarnąć. Przez pobyt w schronisku Brykiet dosłownie rzucał się na jedzenie- potrafił porwać kawałek sera, kiedy tylko na sekundę odwróciłam głowę. Pierwszy miesiąc wykluczył spokojne posiłki, bo trzeba było konsekwentnie odganiać się od kota i uczyć go, że nie jest to mile widziane zachowanie. Tak samo konsekwentnie trzeba było oduczać go gryzienia i zabawy z pazurami oraz przyzwyczajać do dotyku, bo na początku w ogóle nie lubił być głaskany i uciekał, jak ktoś wyciągał do niego rękę. Uwielbiał za to polować na twarz (oczywiście, że z pazurami), kiedy już zasypiałyśmy, więc poczucie bezpieczeństwa we własnym domu było mocno poniżej zera. W tym momencie możecie wyobrazić sobie historię naszej wyszukiwarki, której nie powstydziła by się żadna młoda matka: dlaczego kot: drapie oczko, ciągle miauczy, patrzy w ścianę, nie sika do kuwety, atakuje twarz, co oznaczają miauki kota, co kot komunikuje swoim ogonem, jaka karma nie powoduje alergii, jaką karmę wybrać, ile jedzenia powinien dostawać twój pupil, zabawki interaktywne dla kota-diy itp.itd.


Pierwsze tygodnie z kotem dały mi nieźle popalić, szczególnie psychicznie. Bezsilność i nieprzespane noce budziły we mnie wątpliwości, czy dobrze zrobiłyśmy, adoptując go. Patrząc na tą trzykilogramową, śpiącą kulkę, która odebrana z interwencji (zaniedbanie i złe warunki) trafiła do schroniska, a później do naszego domu wiem, że to była dobra decyzja. Posiadanie kota (*zwierzęcia w ogóle) wiąże się z rozwijaniem w sobie anielskiej cierpliwości i wyrozumiałości (tj. przymykaniem oka na różne zniszczenia, powstałe w wyniku cudownej zabawy, lub ciągłe mycie szyb i okien, które i tak za chwilę zostaną pobrudzone, bo przecież trzeba atakować ptaki za oknem, albo akceptowanie, że twój ulubiony kubek jutro nim nie będzie, bo skończy rozbity przez łapczywość kota, ewentualnie codzienne ścieranie podłogi, bo zabawy miską z wodą należą do tych za +100 punktów w skali kocich zabaw). Trzeba też pamiętać, że zwierzę to duża odpowiedzialność finansowa. Jedzenie i wyprawka kosztują sporo, a wizyty u weterynarza oraz obowiązkowa kastracja to dodatkowe obciążenie domowego budżetu. Protip- wcale nie musicie płacić za kastrację ponad 400zł (taką cenę podawali nam w krakowskich gabinetach). Popytajcie, poszukajcie i znajdziecie- nam udało się to zrobić za 80zł w bardzo dobrej klinice pod Krakowem. Istnieje też możliwość darmowej kastracji zwierzaka w schronisku, z którego jest on adoptowany- warto podpytać przy wizycie :)


Jeżeli więc myślicie o przygarnięciu zwierzaka, rozejrzyjcie się za tymi, które są w schroniskach. To naprawdę nie oznacza, że są gorsze. Po prostu miały w życiu mniej szczęścia i czekają na kogoś, kto da im miłości z nawiązką, za trudne doświadczenia w przeszłości. Jeżeli nadal nie jesteście zdecydowani, tutaj czeka na Was mała niespodzianka: klik :) 

You Might Also Like

0 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...