Żyję po to, żeby pracować.

11:29


O tym, jakie żniwo zbiera ciężka praca wiemy doskonale z obserwacji lub autopsji. Zaczyna się zawsze niewinnie, z odrobiną ekscytacji, bo przecież to pierwsza praca, nowe wyzwania i nareszcie wymarzona niezależność finansowa. Po kilku latach nie przypominamy już siebie z początków tej przygody, a perspektywa pracy do 60. roku życia wcale nie jest optymistyczna. Czy faktycznie żyję po to, żeby pracować?


Docenienie radości, jaką dają zarobione pieniądze, przychodzi chyba z pierwszą wypłatą, bo w końcu można pozwolić sobie na nieco więcej, odłożyć trochę na tak zwane 'później' czy 'na wszelki wypadek'.  To, co na początku wydawało nam się niesamowitą kwotą, z czasem traci na wartości i rozglądamy się za lepszymi ofertami, wyższym stanowiskiem. W większości przypadków konsekwencją jest poświęcanie czasu wolnego na siedzenie po godzinach, żeby szef zauważył starania i docenił premią na koniec roku. Pogarsza się Twoja koncentracja, przestajesz regularnie jeść, bo nie masz czasu na stanie przy garach. Wpadasz w rutynę: kilka drzemek, szybkie zbieranie się do pracy, stanie w korku, osiem godzin siedzenia za biurkiem, stanie w korku w drodze powrotnej, szybkie zakupy, szybkie ogarnięcie mieszkania, szybka kolacja, szybki sen. I w końcu przychodzi koniec roku i wymarzona premia na konto. Na Twojej zmęczonej twarzy pojawia się słaby uśmiech- przecież dla tego wypruwałeś sobie żyły przez ostatnie pół roku!

Odkładasz dodatkowy zastrzyk gotówki na tak zwane 'później' czy 'na wszelki wypadek' i planujesz kolejne miesiące. Urlop nie za długi, żeby nikt na Ciebie krzywo nie patrzył. Najlepiej wziąć kilka dni pracy zdalnej, najwyżej wyjdziesz na plażę, jak odpiszesz na wszystkie maile. Telefon służbowy koniecznie pod ręką. Jak to tak pojechać bez?! Przecież nikt w firmie nie ogarnia tematu tak dobrze, jak Ty. Zwolnienie lekarskie? Oh, panie doktorze, a może zamiast do końca tygodnia, wypisze mi pan do środy? Na pewno szybko wyzdrowieję, a praca nie może czekać! (Mało śmieszne, ostatnio sama tak zrobiłam...) A czy najbliżsi też będą tak wyrozumiali, jak znowu przesuniesz zaplanowany wypad? Jak przez zmęczenie nie będziesz miał siły na spotkanie, na które umówiliście się już dawno temu? Co powiesz swoim dzieciom, jak zaproszą Cię na przedstawienie z okazji dnia Matki/dnia Ojca? Że przepraszasz, ale musisz zostać dłużej w pracy? A co, jak wcale nie zostało Ci tak dużo czasu, a ciągle odkładasz pieniądze z myślą, że za kilka lat w końcu gdzieś pojedziesz, pozwiedzasz, spełnisz swoje marzenia?


Takie właśnie żniwo zbiera praca. Odkładamy życie na później, bo może uda nam się uzbierać trochę więcej. Ciągle chcemy więcej. Później budzimy się kilka lat przed emeryturą, zmęczeni ciągłym biegiem i bez sił na to, co w młodości planowaliśmy. Ciężko się żyje bez pieniędzy, to prawda. Ale chyba gorszym jest posiadanie ich i brak czasu na to, żeby je wydać i mieć to z kim robić. Doświadczenia i wspomnienia, które ma się z kim dzielić są ważniejsze, niż ilość zer na koncie. Pamiętajcie o tym, kiedy kolejny raz będziecie chcieli przełożyć jakieś spotkanie, albo odmówić sobie zasłużonego odpoczynku.

You Might Also Like

0 komentarze

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...