Magda Sz.

Magda Sz.

Dzięki, że tu jesteś i czytasz ten wpis. Koniecznie podziel się swoimi myślami w komentarzu. Tworzę dla Ciebie!

Jak przeżyć Runmageddon?

Share on facebook
Share on google
Share on twitter
Share on linkedin
Runmageddon to coś więcej niż bieg. To świetni ludzie, na pomoc których zawsze możesz liczyć, to walka ze słabościami, to sprawdzian siły i charakteru. Więc zanim przytakniesz tym, którzy mówią jak bardzo głupie jest płacenie za to, że możesz wytarzać się w błocie, sprawdź się na trasie i później dziel się swoim zdaniem. Ja tak zrobiłam. W te wakacje stanęłam (pływałam) na starcie pierwszego krakowskiego Runmageddonu Intro. Jak było?
 
Po zapisaniu się na bieg, zwiększyłam tygodniową liczbę treningów, żeby wzmocnić ciało i poprawić ogólną sprawność. Dopiero w dniu biegu zaczęłam wątpić w genialność mojego pomysłu i tego, że sobie poradzę. Stres i obawy zniknęły jak ręką odjął, kiedy przyjechałyśmy na miejsce całej imprezy. Atmosfera była świetna! Pełno uśmiechniętych ludzi, którzy chętnie dawali rady przed pierwszym startem (rękawiczki i silver tape na buty- bez tego wbiegłabym na metę boso, bo muł wciągał aż po kolana), przemiła i pomocna obsługa, piękne widoki, muzyka i dużo radości.
 
 
Start krakowskiego Runmageddonu znajdował się w wodzie, więc brudni byliśmy już od początku. Szczególnie ja, bo przy pierwszej przeszkodzie zaliczyłam solidny upadek i błotnisty zjazd z samej góry, prosto do wody. Mogło być tylko lepiej. I było! Rowy, ściany, zasieki, lodowa, przeprawy przez wodę, ogień, drabinki, skoki z liną i błoto, błoto, błotooooo! Nie da się samemu pokonać wszystkich przeszkód, ale o pomoc wcale nie trzeba było prosić. Ktoś podrzucił mnie na górę, ja wciągałam kolejną osobę i tak aż do samego końca. Jeśli coś było ponad Twoje siły, w zamian robiłeś 20 burpees. Tam też poznałam mnóstwo przemiłych ludzi, bo co jak co, ale nic tak nie łączy jak wspólne odbywanie ‘kary’ 😀 Kiedy ostatkiem sił pokonujesz przeszkody i widzisz metę, wszystko inne przestaje się liczyć. Więc biegniesz, bo tam czeka radość, zbijanie piątek, zdjęcia na ściance, gratulacje, kwiaty i bandany. 
 
Nie pokonałam wszystkich przeszkód, ale i tak jestem z siebie dumna. Wcześniej w ogóle nie wyobrażałam sobie startu w jakimkolwiek zorganizowanym biegu, a już na pewno nie w tak ekstremalnej przeprawie! Teraz, kiedy piszę ten post, wracam do tego dnia z uśmiechem na ustach, bo wtedy pokazałam, że stać mnie na o wiele więcej, niż sądziłam. Uśmiecham się też dlatego, że właśnie zapisałam się na kolejny bieg 😀  Tym razem Rekrut!
 
Co zaskoczyło mnie najbardziej, to widok starszych ludzi, którzy pokonywali trasę sprawniej, niż niejeden młody uczestnik, ale też malutkie dzieci, które z przeszkodami radziły sobie tak dobrze, jak dorośli. Nie tylko muzyka łączy pokolenia. Sport robi to równie dobrze! Dlatego jeżeli siedzisz w domu, oglądasz zdjęcia z kolejnego biegu i żałujesz, że nie masz na tyle odwagi, żeby to zrobić – przestań się mazać i wpisuj na listę! Dopóki nie doświadczyłam tego na własnej skórze myślałam, że głębokie rowy są nie do przejścia, a zasieki to ostatnia prosta do grobu. Nie taki diabeł straszny, jak go malują. 
 
Są tutaj jeszcze jacyś Runmageddończycy? Może ktoś z Was brał udział w biegu w Krakowie? Piszcie! I do zobaczenia na trasie 🙂

Powiązane posty

2 komentarze na temat “Jak przeżyć Runmageddon?”

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *